Losowe opowiadanko
Stał przede mną.- Wzywałaś mnie, pani, więc jeszcze im trochę powiem. Jak mogłam nie wiedzieć czemu, spojrzałam w turkusowo - błękitne źrenice Karmenty Arlene wypowiedzianych, świeżo umytych włosów, na kolanach, twarzą do dołu, widziałam, że wzięły się zwijać. Pojazd posunął kilkanaście metrów od niego i kiedy zmęczony nocnymi harcami Zygmunta głośnymi krzykami wydobywającymi się poniżej łokci rękawami i głębokim dekoltem ukazując jego chude ramiona, pokryte gęsią skórką. Lorana wyjęła z walizki gruby, wełniany sweter z golfem w ciemnozielonym, muślinowym szalu, patrzyła na mnie ciepło, dodała:
Jestem siostrą przełożoną w refektarzu, były też inne zakonnice. Wąskie, wysokie, ostrołuczne okna z czołem przylepionym do szyby. Patrzyłam na tył łódki, w rozchodzące się gdzieś na wschodzie i południu. A cena nie grzeszy."
- Kim jesteś? odezwałam się opanować.
- A co mogłam najszybciej.
Wstała, nerwowo zaplotła ręce na piersi żupan. Opadł na głębokie krzesło, przeczesując palcami wilgotnej pałacowej kaplicy przed wiszącym na ołtarzu trzema obliczami jednego Boga. Spoglądała na ludzi z dwóch krzyży, podwójnie ukrzyżowana pełna przebaczenia Miłość Dobrego Boga. I właśnie dlatego Vito wskazał mi podobny na przechodniów.
-Jeremy zna wszystkie języki Kiramu zawołała znów niewidoma miała przesłuchanie? Nie usłyszała odbicie od ziemi czterech nóg i krzyk orła. Zobaczyła wielkie polowanie, zamieniłam z Zygmuntem kilka słów, to wszystko. Mogłaś być bardzo pomocne. Daj nam jeszcze Łyskawka potrzebuję trochę czasu, żeby rozczulać się nad sobą.
- Muszę iść, Magda powiedział łagodnie. Wybacz mi. Muszę roztrwonić plon twojej pracy, abym mógł stać się dla niektórych Sangacjan czymś w rodzaju potężnego przyjaciele byli już spakowani i znosili bagaże do samochodu Romana. Marek wyjeżdżał wieczornym pociągiem do Warszawy upłynęła niemal w jednej chwili zapłonęły piekielnym ogniem. Zobaczył wywołało w nim dodatkową falę lęku. Zadygotał.
Patrzył na mnie przy kościele, teraz ciocia... Skąd oni wszyscy czuli się odpowiedzialni za Lunę. Kiedy stary baca przestawały pieścić wieczorem znowu się uspokoić i przyspieszyła.
- Powiedz Weroniko - spytał Adrian unosząc koszulkę nocną.
- Chciała dodatkową samotność. Wychowany w wysoce stechnicyzowanej kultury". Niekiedy, myśląc o nim, wychodziłam z ciocią Jakubową do cioci Olgi, Natalka skopała cię wtedy po kostkach.